Temat: „Moje dni nie są puste - mam wspaniałe hobby!”

Tytuł pracy: Pamiętnik narkomanki

Kategoria: pamiętnik

Autorki pracy: Małgorzata Kozielska, klasa II C

Nauczyciel – opiekun: mgr Katarzyna Sikora

 

Praca konkursowa na temat: Akceptuję siebie – powiem „nie” narkotykom.

PAMIĘTNIK NARKOMANKI

3 stycznia 1998r.

            Jestem narkomanką z własnego, świadomego wyboru. Tak manifestuję swój wewnętrzny bunt przeciw całemu światu. Nikt nie wie, że już od ponad roku jestem uzależniona. Sama się temu dziwię. „Dziewczynka z dobrego domu” – takie są o mnie opinie. Rodzice? Nie interesują się mną ani trochę. Dla nich ważne są tylko pieniądze i praca. Nie ograniczają mojej wolności, więc niczego mi nie brakuje. Jednak czuję, że moje życie jest puste... Ten pamiętnik postanawiam pisać od dziś. Przynajmniej to mi pozostało: odrobina papieru i kilka szczerych na nim słów...

8 stycznia 1998r.

             „Nasza przyjaźń będzie wieczna!” – to tytuł jednego, z artykułów „Filipinki”, który przeczytałam przez szybę kiosku dziś rano. „Przyjaźń” – Czym jest przyjaźń? To tylko słowo, prawdziwa przyjaźń nie istnieje! Wszyscy troszczą się tylko o siebie i nie zwracają uwagi na innych. Ludzie się uśmiechają, niby z życzliwości, ale wewnątrz ukrywają żądzę zdobycia czegoś, co należy do innych, co w danej chwili jest niedostępne, a za jakiś czas może być w zasięgu ręki. Moim jedynym przyjacielem jest towar. Wystarcza mi to. Przynajmniej nie jest fałszywy ani obłudny... 

            Doskonale pamiętam początek. Najpierw była marihuana. Nigdy nie zadawalałam się byle czym, wąchanie było dla mnie prymitywne. Kiedy byłam „na odlocie”, odczuwałam spokój i ulgę. Potem sięgnęłam po „amfę” i ekstazę. Najpierw małe ilości, eksperymentalne, teraz nie mogę bez tego żyć. Tak wygląda w skrócie moja „uzależniona” przeszłość.

23 stycznia 1998r. 

             Stwierdziłam, że życie jest mi obojętne. Właściwie wszystko jest mi obojętne! Śmieszą mnie te zagubione ludziki włóczące się po budynku szkolnym. Każdy z nich nosi ze sobą stos ksiąg i książeczek, zupełnie jakby były im w przyszłości do czegoś potrzebne. Błąkają się tak bez celu, powtarzając jednostajnie: „Jelito to najdłuższa część przewodu pokarmowego, jelito to najdłuższa część przewodu pokarmowego, jelito to najdłuższa część...”, albo: „Wzór na pole koła – pi r2, wzór na pole koła – pi r2...”, łudząc się, że ta znikoma wiedza pozostanie w ich umysłach na długie lata. Jakie to prymitywne! Nie chcę do nich należeć! Rodzice zapisali mnie do najlepszej szkoły w mieście, bo przecież córka znanych handlowców musi być odpowiednio wykształcona! Codziennie mi to wpajają i chociaż nie mam problemów z nauką, chcę stąd uciec. Czuję, że każda minuta spędzona na tym świecie jest dla mnie stracona. Chcę „odlecieć” i zapomnieć o wszystkim dookoła. Chcę ekstazy. 

10 lutego 1998r. 

            Dzień jak co dzień. No, może niezupełnie. Rano byłam świadkiem napadu na kobietę w średnim wieku. Jakiś dwóch smarkaczy młodszych ode mnie wyrywało jej torebkę. Oczywiście udało im się to bez najmniejszego problemu. Mimo że na ulicy było sporo ludzi, a kobieta krzyczała na całe osiedle, nikt jej nie pomógł... Obok mnie stało dwóch starszych mężczyzn
i obserwowało tę scenę, jakby to był film wyświetlany w kinie. Stojąca nieopodal masywna baba z siatką zakupów wykrzykiwała coś do bandziorów i dziwiła się, czemu jej nikt nie słucha... Reszta zachowała obojętność. Wszyscy dbają o czubek własnego nosa. Co kogo obchodzi napad na bezbronną kobietę? Ten świat jest okrutny. Nie chcę na nim żyć. 

29 lutego 1998r.

            Szykuje się wyjazd na wioskę. Matka z ojcem jadą na jakieś rozmowy do Krakowa, a mnie chcą wywieźć do babki. Nic się na to nie odezwałam. Przynajmniej odpocznę trochę od szkoły. Babkę ostatnio widziałam 9 lat temu. Dobrze by było, żebym jej nie widziała przez następne 9. Już sobie wyobrażam, jak będzie próbować wprowadzić miłą atmosferę! Właśnie za to nienawidzę wszelkich wyjazdów rodzinnych! Za tę „miłą atmosferę”! A cóż to za atmosfera?! Takie wyjazdy są po to, żeby rodzinka groszem sypnęła! I znowu fałszywa życzliwość się daje we znaki!

6 marca 1998r. 

            Już nie wiem, co mam ze sobą zrobić! Krzątam się po domu jak opętana, rodziców od wczoraj nie ma. O pożegnaniu nawet nie pomyśleli, ale w sumie ja też słowa do niech nie powiedziałam od dłuższego już czasu. Po co? Zapalę „trawkę”, bo już mnie nogi bolą od tego łażenia. Ale niedużo, żeby nikt nic nie wyczaił...

10 marca 1998r.     

            Jestem na wiosce i zapomniałam towaru! Zaraz mnie rozsadzi ze złości! Jak można zapomnieć o czymś tak ważnym?! Będę tu gnić przez tydzień! „Traweczka” była moim jedynym ratunkiem na tym „zadupiu”! Dobrze, że przynajmniej babka ma kablówkę... Może skombinuję coś u tych „wieśniaków” rano? 

17 marca 1998r. 

            Właśnie wróciłam z kościoła. Ostatni raz byłam tam ze dwa lata temu... Czuję się jakoś inaczej, ale to pewnie dlatego, że od trzech dni nic nie brałam. Babcia jest całkiem miła. Powiedziała, że chce nadrobić stracony czas. Tak sobie myślę, że można przecież spróbować? Zaraz, co ja tu wypisuję?! „Można spróbować nadrobić stracony czas?” Przecież to śmieszne! Po co ja tu w ogóle przyjechałam? Bez narkotyków zaczynam głupieć! 

30 marca 1998r. 

            Mam mieszane uczucia. Czuję się, jakbym była na jakimś odwyku! Ale na tym odwyku jest całkiem miło... Już prawie zapomniałam, że nie mam towaru...

Jutro pogrzebię trochę na strychu w starociach. Widziałam tam stosy bibelotów. Może znajdę coś ciekawego? 

2 kwietnia 1998r. 

Nawet nie wiedziałam, że babcia ma tyle fajnych przedmiotów. Znalazłam tu mnóstwo ślicznych filiżanek, talerzyków i różnego rodzaju ozdóbek., wysadzanych pięknymi kamieniami. Muszę się wypytać o te wszystkie świecidełka. I to jak najprędzej!

3 kwietnia 1998r.

            Wczoraj, po powrocie z „poszukiwań” nie mogłam się powstrzymać przed pytaniami.. Okazało się, że dziadek interesował się za życia minerałami. Super! Babcia powiedziała mi też, że trzyma je wszystkie na strychu, gdyż boi się kradzieży, a nie chce ich sprzedawać, ponieważ stanowią cenną pamiątkę. Wcale się nie dziwię, są naprawdę piękne! Wieczorem jeszcze troszkę poszperam...

 

7 kwietnia 1998r

Już trzeci dzień przesiaduję na workach z ubraniami, na tym dusznym strychu... Ale warto! Świecidełka wciągają mnie coraz mocniej! Powoli się od nich uzależniam... Dziwne, ale chyba zapomniałam już jak to jest być „na fazie”. Hm... Nie, jednak jeszcze pamiętam... ale powoli przestaję chcieć pamiętać...

18 kwietnia 1998r. 

            Byłam dziś z babcią na wyprzedaży staroci. Spotkałam nawet kilka przecudnych okazów. Babcia powiedziała mi, że będę mogła wybrać sobie kilka najładniejszych egzemplarzy z kolekcji dziadka! Jak mi to powiedziała, byłam przeszczęśliwa! Zaczęłam dużo czytać o drogocennych kamieniach. Najbardziej fascynują mnie ametysty. Chcę rozpocząć ich kolekcjonowanie! Babcia powiedziała, że pamięta ametystowe filiżanki dziadka, jedne z pierwszych w jego kolekcji. Dowiedziałam się też, że  dziadek kolekcjonował nie tylko minerały, ale też to wszystko, co było z nimi związanie. Ciekawe co na to rodzice? Tak  w gruncie rzeczy, to co mnie to obchodzi...?

7 maja 1998r.  

Nareszcie znalazłam swoje hobby! Nigdy takowego nie posiadałam... w głębi duszy zazdrościłam innym ich filatelistycznych zbiorów, czy podobnych kolekcji. Mieli przynajmniej jakiś konkretny cel... Teraz nie mam już komu zazdrościć! Mam wspaniałe hobby i wspaniałą babcię! Nie wiem, czemu byłam do niej tak sceptycznie nastawiona. I czegóż mi jeszcze potrzeba?

16 maja 1998r. 

„Żyłam w nałogu. Ale one mi pomogły. 

Rany zaczęły się goić. Nie stało się to z dnia na dzień. To była ciężka praca. Przeżyłam wiele wzlotów i upadków, lecz wreszcie uwierzyłam w coś, co można nazwać cudownym uleczeniem.”

Soozie Holbeche – „Moc Kamieni szlachetnych i kryształów”. Odnalazłam to wczoraj na strychu, obok kolekcji ametystowych filiżanek. Odnalazłam siebie i swój prawdziwy cel.

27 maja 1998r. 

            U babci planowałam zagościć tydzień, ale jestem do dziś. Nie myślę już o narkotykach. Ani trochę. Babcia jest cudowna! To miejsce jest cudowne! Chcę tu pomieszkać przez jakiś czas, nadrobić stracone lata... 

8 czerwca 1998r. 

            Życie bez narkotyków jest wspaniałe! Czuję się wolna! Mam wrażenie, jakby cały świat stał przede mną otworem! Przeczytałam początkowe wpisy. Jakaż ja byłam głupia! Przecież życie jest takie piękne! Nie chcę wracać do domu. Boję się, że nałóg może mnie wciągnąć z powrotem. Ale ja się nie poddam! Codziennie chodzimy z babcią na spacery. W niedzielę do kościoła. Byłyśmy nawet na kilku rynkach staroci. Szkoda, że nie ma z nami rodziców... może oni wcale nie są tacy, jakich ich widziałam wcześniej? Może martwią się o mnie, ale na swój sposób? 

17 czerwca1998r. 

            Dzisiaj rozglądałam się za nową szkołą w pobliżu. Postanowiłam, że zamieszkam tutaj, na wsi. Trudno mi było podjąć tą decyzję, gdyż w gruncie rzeczy sama nie jestem do końca przekonana co do swoich racji.  Myślę jednak, że będzie to lepsze, niż mój poprzedni styl życia...  Babcia jest zachwycona moim pomysłem, ciekawe co na to mama i tata? Podejrzewam, że nie zachwyci ich to zbytnio, ale muszą zrozumieć, że właśnie tego teraz potrzebuję. Tak mi się przynajmniej wydaje...

26 czerwca 1998r. 

            Dzisiaj widziałam się z rodzicami. Wydali mi się pogodni i zadowoleni. Od razu przedstawiłam im mój pomysł. Wstępnie się zgodzili, chociaż po minach wywnioskowałam, że bardzo ich to zszokowało. Mimo to byłam w siódmym niebie. Możliwe, że przeniosą się razem ze mną. Firma podupada i najprawdopodobniej sprzedamy mieszkanie. Ale przecież pieniądze szczęścia nie dają! Będę miała wszystko, co mi potrzebne! Dom, kochającą rodzinę i moje hobby!

26 czerwca 1999r. 

            Minęło pół roku od kiedy rozpoczęłam pisanie tego pamiętnika. Minął rok od kiedy przeprowadziłam się z rodzicami na wioskę. Minął rok od kiedy nie biorę. Czuję, że rok temu się narodziłam. Narodziłam się na nowo. Powiedziałam rodzinie o narkotykach i przyznaję, że z początku trudno im było przyjąć to do wiadomości. Ale przecież przeszłości nie zmienię... Pomogli mi się całkowicie wyleczyć poprzez metodę intensywnej czułości... Świat widzę innymi oczyma. Zupełnie, jakbym spoglądała przez różowe okulary! Czuję, że dokonałam wielkiego czynu w walce z nałogiem. Czuję, że żyję!