Dyskoteka szkolna klas drugich i trzecich odbyła się, jak zapewne wszyscy pamiętają, w połowie października. Przekładana z tygodnia na tydzień odwlekała się w ślimaczym tempie, mimo że przygotowania trwały od połowy września. Najwidoczniej organizatorzy nie spieszyli się specjalnie, aby pomysł ten został zrealizowany w przyzwoitym czasie. Gdy ogłoszono wreszcie zbiórkę pieniędzy w klasach, atmosfera zaczęła robić się coraz gorętsza. Co chwila słyszano temat dyskoteki podczas rozmów na korytarzu, wszyscy podekscytowani czekali na zbliżający się dzień. Wszyscy, z wyjątkiem pierwszaków, którzy swoją zabawę mieli kilka tygodni wcześniej... Cóż, chyba nienajlepszym pomysłem był takowy podział, gdyż przecież wszyscy jesteśmy „małą rodziną”, jak mówi jedna z moich ulubionych nauczycielek :), ale najwyraźniej starsi koledzy, a przede wszystkim koleżanki nie tolerują towarzystwa „maluchów”... 

Aż nadeszła upragniona chwila! Większość imprezowiczów wystrojona w dyskotekowe kreacje wyruszyła spod szkoły autokarem. Pozostali dotarli na miejsce nieco wcześniej. Półgodzinne wyczekiwanie w kolejce, zniechęciło większość pałającej optymizmem młodzieży. Zaniedbany klub, owszem, posiadał niezbyt schludną łazienkę (przesiąkniętą dymem papierosowym), lecz unoszący się w powietrzu przykry zapach potu oraz brud, kurzący się na parkiecie świadczył jedynie o tym, że klub ten to zwyczajna speluna! Tańce i zabawa na sali rozpoczęły się około godziny siedemnastej trzydzieści i trwały do dwudziestej pierwszej. Do szkoły jednak dotarliśmy po dwudziestej drugiej, nie z powodu korków... Otóż jednej z naszych mało roztropnych koleżanek pod koniec imprezy zginął telefon. Jak się później okazało beztrosko zostawiła na stoliku w rogu sali i szalejąc na parkiecie zapomniała całkowicie istnieniu przedmiotu... Takim sposobem, wszyscy spoceni i zgrzani, czekając na „uczciwego złodzieja”, umęczyli się doszczętnie, a jak się łatwo domyślić takowy „uczciwy złodziej” się nie znalazł...

Następny tydzień w większości klasach obfitował w klasówki. Nauczyciele niestety byli nieugięci. Zdaje mi się, że nazwa „Graffiti” pozostanie na długo w naszej podświadomości. Mam tylko nadzieję, że następnym razem organizatorzy trafniej dobiorą miejsce zabawy...                                  Obserwator