CHRZEST – IMPREZA NIE WARTA FUNTA KŁAKÓW?

Od czego by tu zacząć? Może od tego, że całe to przedstawienie było jedną, wielką klapą, zorganizowaną przez mało rozgarniętą grupkę uczniaków? Cóż, według mnie taka jest niestety przykra prawda... a dodam nawet, że nie tylko ja tak myślę! 

            No, i teraz chyba najcięższe zadanie przede mną. Przedstawić całe to zamieszanie od początku, do końca, to wcale nie taka łatwa sprawa! Ale w  sumie co to dla mnie?!  

Na wstępie wspomnę od czego to wszystko się zaczęło. Ta tradycja w naszej szkole, jak wszędzie dotyczy klas pierwszych. Pierwszoklasiści ubiegłoroczni, wszyscy pełni zapału, bez żadnych jęków i pisków poddawali się torturom  starszych kolegów, traktując to jako zabawę! A co się działo 9 października 2002r.? Ech.. szkoda słów! Krzykliwe panienki uniknęły otrzęsinowych zapisów, mizdrząc się do chłopców z klas trzecich, niestety skutecznie! Co się dzieje z tą dzisiejszą młodzieżą? Co się dzieje z chłopcami?? (Oczywiście są wyjątki godne pochwały!) Lecz to był dopiero początek! Nie chcąc sobie ciuszków pobrudzić, namawiały naiwne koleżanki do wzięcia udziału w tych... no, nazwijmy to otrzęsinach.

A co o samej imprezie? Za dużo napisać, to się niestety nie da, gdyż całe to zamieszanie polegało na bieganiu dookoła materaca... Cóż, widać nic lepszego nie przyszło do głowy przedstawicielom Samorządu Szkolnego (dla wyjaśnienia, to właśnie oni organizowali to wszystko). Zaczęło się od wybierania konkurencji. Następnie slalom po sali z drabiną, okrążanie tego samego miejsca wraz z jakimś biedaczyskiem w kocu i wybieg mody (bez komentarza...). Jedynym ciekawym zjawiskiem było ostatnie zadanie (dobrze, że chociaż jedno!). Klasa Ic z Pigim na czele (wszelkie postacie są oczywiście fikcyjne) pokazała nareszcie coś, na co warto było popatrzeć! Układ choreograficzny wypadł zupełnie nieźle na tle innych dziwactw, a powiem nawet, że wypadł najlepiej! Lecz, czy przypadkiem ktoś nie dostał fory? Czy TO właśnie zadanie, przyznane TEJ właśnie klasie było do końca sprawiedliwe? 

Hmm... myślę, że jest to sprawa dyskusyjna. Przegrani, zgodnie z obietnicą powinni CALUTKI tydzień szczycić się wąsami na pół policzka, lecz jak się można było domyślić „obiecanki – cacanki!” Miary dopełniły trzecioklasistki (prowadzące) wydzierające się bez końca i bez powodu... Co tu dużo mówić, CAŁA TA IMPREZA NIE WARTA BYŁA FUNTA KŁAKÓW. 

Myślę, że po przeczytaniu tego artykułu, ktoś, a nawet nie jedna osoba (?) może mieć do mnie pretensje... ale w sumie czy jest coś ważniejszego niż prawda? Miejmy nadzieję, że następne imprezy wypadną nieco lepiej w oczach krytyki... Udziału w nich nie uniknie nikt, a znajomości w Radiu Jard na nic się nie przydadzą... 

                                                                                    Ziutka