Dzień: 8 maj 2003r. - egzamin humanistyczny 
Godzina 08:45

Wspólnie z kilkoma kolegami spotkaliśmy się przed szkołą aby porozmawiać jeszcze ze sobą przed "godziną zero". Kiedy nasz czas dobiegł końca, zwartą grupą udaliśmy się na holl drugiego piętra. Tam otrzymaliśmy "błogosławieństwo" pani dyrektor i po kolei wywoływani nazwiskami usiedliśmy na swoich miejscach. Atmosfera na sali była nad wyraz ożywiona, uczniowie prowadzili beztroskie rozmowy co sprawiało wrażenie, że byli spokojni i pozbawieni jakiegokolwiek strachu . Jednak ja wiedziałem, że w głębi duszy boją się tak samo jak ja. Wszyscy powyjmowali już długopisy, ołówki oraz linijki (po co?) i poukładali je w idealnie równym szeregu po dwanaście razy (podobno to uspokaja). Ja miałem trzy długopisy i dwa ołówki, jednak byłem pewien, że długopisy wypiszą się podczas pierwszych pięciu minut. Nagle jeden z członków komisji egzaminacyjnej poprosił nas o wybranie przedstawiciela uczniów przy zrywaniu pieczęci z zaplombowanych arkuszy egzaminacyjnych . Wszyscy zgodnie wybraliśmy naszego kolegę, który udał się wraz z całą komisją do sekretariatu. Po ich powrocie całe piętro zamilkło. Część z nas otworzyła buzie, część przełknęła ślinę, w tej chwili nastrój na sali diametralnie się zmienił wszyscy zaczęli panicznie pytać się sąsiadów o niezrozumiałe zawiłości języka polskiego. Wtem hałas został przerwany przez jednego z członków komisji. Oznajmił nam on, że nadszedł czas na rozdanie testów. Po otrzymaniu swojego od razu spostrzegłem iż jest on starannie zaklejony i będę miał problemy z otworzeniem go drżącymi rękoma. Dostaliśmy ostatnie wskazówki dotyczące wypełniania kodów i punktualnie o dziewiątej zabraliśmy się do pracy. Jak się okazało strach ma wielkie oczy, poziom egzaminu był dostosowany do klasy III gimnazjum.
Jest jednak pewien czynnik, który wpływa negatywnie na pisanie testów tego typu, a mianowicie stres. W wielu przypadkach pomaga on się zmobilizować, lecz w innych paraliżuje on umysł i ciało, nie pozwala się skupić i co najgorsze rozprasza uwagę. Właśnie w moim przypadku tak było. Pytania testowe napisałem bardzo dobrze jednak praca stylistyczna... szkoda słów. Podczas pisania, na sali było cicho jak makiem zasiał, jednak zdarzyło się kila uwag od komisji aby ten czy tamten nie ściągał. Po napisaniu charakterystyki czym prędzej wybiegłem ze szkoły aby jak najszybciej opuścić z obszar egzaminacyjnej ciszy. Na dworze czekała już połowa gimnazjum i każdy z każdym sprawdzał odpowiedzi. Ja również udałem się do mojej klasy która beztrosko zabawiała się w oblewanie wodą z butelek, które dostaliśmy na egzamin. Rozmowy przed szkołą trwały jeszcze pół godziny po skończonym egzaminie. Ja osobiście po otrzymaniu tragicznych wiadomości o źle napisanej charakterystyce udałem się załamany do domu.